grudzień3

Nowy tydzień , nowe plany...

dodano: 3 grudnia 2012 przez renia123mala


Nowy tydzień się zaczyna I dlatego jest przyczyna By wędrówki z nowa zacząć Szlak pozdrowieniami znacząc Swe całusy porozdzielać I od innych je pozbierać By na wszystkie dni starczyły Nowe szlaki wytyczyły Oby cały był udany Tobie tydzień roześmiany Z pocałunkiem na Twym licu I ze szczęściem w całym życiu - Znalezione w necie...  

Poniedziałek i nowe szaleństwo, poniedziałek i wielka panika bo rzeczywistość po weekendzie jest mało realna i nie do przyjęcia. Tu mały i nocka jak zawsze, mało spania, dużo lulania, potem szybkie śniadanie, obiad na prędce , szybki wypad na spacer, szybkie pakowanie Kornelki do szkoły gdzie dziecko jak zawsze i zwykle o tej porze przypomina że zapomniała i nie wie jak to sie stało a trzeba jeszcze polski nieszczęsny odrobić i już słyszę swoje zgrzytanie zębami, już mnie ponosi bez wiekszego ale, zaciskam zęby i pre do przodu nie poddając się. Ja nie wiem czy nauczycielka robi wszystko by wekend był zawsze z ksiażkami w tle, nauka, sprawdziany, zadane tyle że czasem aż jej współczuję, moze to nowa forma nauczania , może to nowa metoda pani - rywalizacja z innymi klasami które spokojnie powtarzają materiał, a ci szaleją...rodzice powinni pracować z dziećmi, ok ja pracuję, naginam plan dnia do zajęc córcki u której już nie czuć chronicznym lenistwem ale bunt przeciw literkom, bunt który oznacza walke z nami i z brakiem ochoty. Rodzice cuż, zawzieli, postanowili, uczynili, poszli porozmawiać, wytłumaczyć ze w drugiej klasie nauka powinna być zabawą, wprowadzeniem do tego co ich czeka w przyszłości, zachętą a nie ciężką orką, przecież nie każdy rodzic, powiedzmy sobie szczerze ma czas, pracują, a dzieci same nie wiele zrobią, a jak zrobią to nie wiadomo o co chodzi. No ale, jak trzeba to mus i się uczymy, powtarzamy, piszemy. Kornelka spakowana, ubrana, pyska dostałam na pozegnanie i byle do wieczorka. Zakupy Ktosiek zrobił bo lodówka wiatrem straszy, mały łazikuje, pod noskiem mamrocze, ja nie wiem czy nasze wyjścia na spacer to zawsze walka z wiatrakami, ledwo opuścimy klatkę schodową a mały bach i ?...gówno. Dzisiaj dla odmiany upstrzył sie w ptasie, na pecha wielkiego zapomniałam chusteczek, łaził orąbany, powycierany liśćmi, ale co, byle do przodu. Tam wróbelki, kawki, wrony, za wszystkim biegał, krzyczał, piszczał, ja za nim bo co kawałek bach, bęc, buch, przewroty, obalenia, podnosze, tak kilka razy. Tam pies, nieopodal blokowy kot a wszystko nawalone odchodami, idziesz jak przez przeszkody uważając na buty, podeszwy, nogawki, nic dziwnego ze środowisko trawne jest mało przyjemne skoro każdy kawałek trawy jest zawalony. Gdzie wyprowadzać dzieci na spacer skoro każdy upadek jest ostateczną konsekwencją? przerąbane. Na koniec witamy pana listonosza i jego rower, czerwony, nic takiego, a mały ma szaleństwo w oczach, mało że nie odchodzi od nie go, ciągle trzeba dzwonić, sadzać, ogladać, tłumaczyć, facet młody nie reaguje, wracamy do domu. Córcia idzie do szkoły, kurtka czapka, szalik, daje cmoka, słyszę - kocham, uwielbiam cię. No zasłużyć sobie na takie słowa uznania, to jest nie byle co. Matka polka rośnie w dumę, samozadowolenie, a ta na koniec stwierdza że im głośniej krzyczę tym bardziej mnie lov you...i gdzie tu sens? ale takie tezy od poniedziałku? taki cały tydzień...


photo
wróbelek mały: ... Zdjęcie pochodzi z notki Nowy tydzień , nowe plany...


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy