czerw.29

Wspominki

dodano: 29 czerwca 2013 przez renia123mala


Zawsze czekałam za wakacjami jak za ludzkim zbawieniem, jak nieletnia wyglądając za okno w nadziei że zaraz powiem ; uciekaj na dwór ; i te iskierki w oczach potwora są tym co uświadamia mi że ona już odcina się coraz bardziej od nas, mnie, już kurczowo nie trzyma się kiecki - nigdy tego nie robiła, sawsze sama, zawsze samodzielnie pokonywała przeszkody, czasem jakby robiąc nam na złość, ale dziś wiem że da sobie radę w życiu , biegnie na plac zabaw do bliźniaczek, do chłopaków, biega, skacze, szaleją bo teraz nawet to koniecznie skoro plecak został rzucony w kąt z uświadomieniem nam że tam jego miejsce a jej tam gdzie czuję się najlepiej. Tak sobię myślę że gdybyśmy nie posiadali Pipina tobym nie miała nic do robienia, rzadnych zajęć, niemalże 50 % obowiązków odeszłoby w siną dal, zrobiłoby się swobodnie z lenistwem w tle, jak u szwagrostwa gdzie syn starszy od nieletniej o rok i leży, śpi po pracy, idzie tu , robi tamto, swoboda i brak ograniczeń, nie żałuję żadnej chwili, momentu posiadając małolata bo teraz nie wyobrażam sobię życia bez nie go, jest promykiem, uśmiechem, nagrodą tylko za co, dostaliśmy świra na punkcie tego małego człowieka którego wszędzie go pełno, nie usiedzi pięciu minut, jest ciekawy świata, ludzi, otoczenia, nieletnia awansowała na starszą siostrę pozbywając się skorupy jedynaka, chociaż nigdy nie była typowym i rasowym ale kto tam wie co by było a gdyby...więc ma wakacje, czas dla niej, o niej, bo napracowała się solidnie na swoją dysleksję, z dysgrafią, nasiedziała w tej ławce, zapsała tyle zeszytów, nauczyła się tylu rzeczy, wierszy, piosenek, słówek, tabliczka mnożenia która była moją zmorą lat z dzieciństwa jak matematyka, te skaczące liczby które nic mi nie mówiły, jej poszło gładko i łatwo...Ale to było, nie wróci więcej, więc gdyby pogoda dopisała można coś stworzyć, zrobć otwarcie oficjalnych Wakacji. Wakacje to zawsze był wyjazd na wieś do babci, puki żyła nas - mnie plus siostre - gościla , będać maluchami z podstawówki głowa aż pękała od nadmiru pomysłów, postanowiłyśmy nauczyć kury nioski co to znaczy dyscyplina i prowadzałyśmy po podwórzu, drogą przez wieś za snopowiązałkę, kury nie wróciły, padnięte , rzucone do rowu...jak ten dziadek koło studni nas ganiał, jak w tedy kiedy jajkami rzucałyśmy w namalowany cel na stodole, albo jak rzucałyśmy w słoiki wiszące na sztachetach płotu...sam kłopot, psy, koty łaziły za nami bo się działo, budowaliśmy domek na drzewie, chcieliśmy z kuzynostwem odkrywać niezmirzone lądy, nawbijaliśmy gwoździ w deski, kalecząc jabłonkę, oj znowu krzyk i lament babci...pola , miejsce gdzie tylko głupcom by się wydawać że tam nic nie zbroimy, kłopoty trzymały się nas jak rzep psiego ogona, jeśli zapytacie skąd mam piękną cerę to chyba właśnie trzeba by  było przytoczyć tę opowiastkę jak matka polka będąc dzieckiem w raz z dzieciakami z gospodarstw obok biegała sobie po łące, tu w ganianego, tam w zbijanego, czas leciał, więc biegało się gołą stopą dotykając traw, nagle wpadłam w jedną ; minę ; ( krowiency placek ), upadłam robiąc sobie maseczkę na twarzy, z wyciem, pluciem, dobiegłam do domu gdzie ciocia omal zawału nie dostała, z krzesła nie spadła,  jak skakanie w stodole na siano, gdzie wideł nie brakowało ani grabi. Bałam się tej mafi podwórkowej, gęsi, koguty, indyki wszystko to widząc mnie leciało na łeb , na szyję, jakby tym samym odpłacić chciało za wszelkie krzywdy wyrządzone. Spotkanie z krową też zaliczam do chwili grozy, gdyby mi ktoś powieział że zwierzęta czują ludzki strach nie weszłabym na łąkę pod żadną karą, siłą, a tutaj żniwa, ciotka uszykowała kankę z kawę zbożową, placek, kanapki i dla chłopów by się lepiej robiło, nalewkę, szłam sobie, kopałm kamyki, krowa się pasła, przeżuwała kręcąc mordą, spoglądała z pod swoich długich rzęs...jak się nie zerwie, jak nie pociągnie łańcucha, jak nie ruszy na mnie, kawa w prawo, koszyk z prowiantem w lewo...a ja w nogi, za plot do sąsiada a tam? ogier, koń, i ten na mnie, doleciałam z pypłana na pole, bez popitki, bez zagrychy...a potem zabawy w remzie, ogniska, pierwsze zauroczenia siostry, moje, pierwsze słowa które nie wiem czemu miały służyć, były deklaracją, spotmy się za rok? a za rok powstała fascynacja facetami, miastowym klimatem, wałęsaniem się do późnych godzin po rynku w mieście, słuchanie muzyki z ; jamnika ; robienie ognisk u kumpla za domem, gitara i piosenki...wakacje , spanie do południa, to mizeria z ziemniaczkami, koper młody i jajo sadzone, maślanka do popicia, wakacje to wyjazdy pod namiot, głowa która daleka była od nauki, szkoły i tego co było obowiązkiem. Więc nieletnia liczy na moją powtórkę że i ona będzie miała takie przygody. Dziś dochodzę do wniosku że oj dziadki mieli z nami urwanie głowy, ale zawsze cieszyli się na nas przyjazd. A teraz na placu zabaw młodzież krzyczy, zajmuje się tabletami, komórkami, bez celu plują w piaskownicę, a my bawiliśmy się w sztandar, zwłaszcza jak miało się żadne tam czternaście lat , ale siedemnaście, zaraz byliśmy pełnoletni a tak nam to bieganie służyło, ile było śmiechu, w podchody, w chowanego, ile myśmy naopowiadali, na wspominali czasy kiedy to namiot przed blokiem był najlepszą formą spędzania czasu, graliśmy w karty, spaliśmy, śmialiśmy, matki wynosiły żarcie, picie, raz tylko w tedy kiedy burza nas zaskoczyła uciekliśmy do domu, drugi raz omal nie udusiliśmy się kiedy w trzyosobowym namiocie spaliśmy po ośmiu a i więcej się zdarzało, ; Gzika ; puścił cichacza, tak te zabijały zmysły powonienia, rozwaliliśmy nasz jedyny azyl, przystań, miejsce popołudniowych schadzek...Z Maneną zrobiliśmy sobie windę po balkonie sznurek i liściki na pohybel sąsiadom którzy nie raz czytali...dzieciństwo i wakacje, komary jakieś były nie straszne...rządziły ; Dmuchawce latawce wiatr ;, ; Serduszko puka w rytmie czacza ; a teraz rządzi przytupówka na wioskowej imprezie.


photo
...: "Możesz nie być w stanie kontrolować sytuacji, ale zawsze możesz kontrolować swoją reakcję" Austin Mcgonigle Zdjęcie pochodzi z notki Wspominki


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
gonrad 29 czerwca 2013 gonrad napisała:

Kochana nie mów, że nie ma nic do roboty. Tylko pozornie, kiedy dzieci stają się samodzielne stają się mniej kłopotliwe. Sama zobaczysz za kilka lat. Ja nie mam teraz chwili dla siebie. Wożę starszą na zajęcia taneczne 3 razy w tygodniu 20 km w jedną stronę i bardzo się cieszę, że mat taką pasję, bo gdyby nie to.... Wiele nerwów mnie kosztowało jej dojrzewanie i mam świadomość, że będzie równie wesoło z młodszą.


zgłoś
renia123mala 29 czerwca 2013 renia123mala napisała:

mnie to samo czeka :)


zgłoś
bozusia 3 lipca 2013 bozusia napisała:

walenie po rurach,taki znak sygnał dla koleżanek,że za 5 min pod blokiem...
niby źle było, a ile bardziej beztrosko :)