styczeń7

Ewka

dodano: 7 stycznia 2014 przez renia123mala


Kiedyś obiecałam ze o Niej napiszę, bo warto chociaż nadmienić słowa, kilka, parę zdań...Ewka jak każda kobieta miała marzenia, kilka ale jedno żeby mieć tego jedynego przy sobie, żeby była kochana, czuła motyle w brzuchu, żeby być zakochaną, być i poczuć się kobietą...móc mieć dzieci, pozostawić po sobie jakiś ślad, namiastkę własnego potomka, genotypu, jakie to przyziemne powiecie, przecież wiadomo że kobieta kiedyś tam będzie chciała założyć rodzinę, urodzić dziecko, mieć własne małe ale ciasne M2 plus zasadzić drzewo, do tego jakieś małe auto, pies, kot, myszka...Ewka ta która zawsze co niedziele siedziała w drugiej nawie na mszy popołudniowej, taka malutka, krucha a jednak...Urodziła się z rozszczepem kręgosłupa, jeździła na wózku elektrycznym, zawsze z plecakiem przewieszonym przez wózek, zawsze umalowana, uśmiechnięta, włosy rozjaśnione...rety, jaką ona miała radość życia, energię, wiarę że mimo wszystko zawsze da radę, nie poddawała się nigdy, mimo bólu, mimo cierpienia nigdy nie skarżyła, nigdy nie chciała być ciężarem dla mamy która poświęciła dla niej życie, a ona? jaką była i jest wspaniałą kobietą bo zawsze ją wspierała, zawsze ją doceniała i dawała jej swobodę poruszania się , samodzielności uczyła że nie ma rzeczy nie możliwych , ze da sobie radę ze wszystkim...pracowała a jakże bo przecież mimo iż nogi ( na co jej nogi były ), ale ręce i te malowały, tworzyły, wiersze pisała, uśmiechnięta, skupiona, jeździła na zakupy, wycieczki, była, było jej pełno bo była jak mały promyk nadziei , wiary że my tutaj narzekamy - pieniądze - zdrowie - mąż - żona - dzieci, życie, bo jak nas boli to pewnie rak, bo jak coś boli to tabletka, bo umieram, bo nie dam rady, bo depresja, bo czarne wizje i łzy i na co komu ten żywot a ona? wchodzić nie mogła, do lasu nie mogła sama jechać, nie mogła urodzić bo mała miednica, bo z kim niby? takie marzenia niby przyziemne a dla innych jak wejście na Mont Ewerest ...nerki przestały pracować, dializy, walka, nadzieja, karetka która woziła ją raz w tygodniu, potem dwa razy...nie skarżyła sie że nie ma dawcy, ile mogła tyle pracowała z innymi chorymi, z nadzieją dla matki która cierpiała, dla siostry która wyśpiewała dla niej symfonię, wymodliła za drowie, za jeden dzień i następny...Ewka nie spała, pisała wiersze, z ludźmi gadała bo jak kto jak kto ona miała niesamowitą ilość ludzi którzy ją lubili, trzymali kciuki, życzyli jak najdłuższego życia...zmarła w Dzień Matki, spokojnie we śnie, cierpiąc tydzień ale nie skarżąc się na bóle nerek, brzucha, głowy, do końca pracowała, śniła, uśmiechnięta...zostawiła mamie listę rzeczy do zakończenia, pozostawiała karteczki poutykane w ksiażkach, takie małe przekazy na potem, kiedyś, jak znajdzie...a mama? żyje dalej, z pustym pokojem po Ewce, ze wspomnieniami że nawet ta druga ławka w kościele to jej się należy, że grób to początek nowego, jest jej lepiej, mimo że minęło tyle czasu ona jest w śród nas, z nami, taka Ewka do której Ktosiek krzyczał ; wstałabyś wreszcie, wzięła sie za robotę ; albo ; schudłabyś w końcu, ledwo Cię pcham ; za to ona zawsze krzyczała do nie go ; to nie ja, to wózek ;  można było z nią konie kraść i tak idąc dzisiaj z pracy pomyślałam o niej...że już tyle czasu mineło a jej nie ma, a jest...  




Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy