luty10

Azyl

dodano: 10 lutego 2014 przez renia123mala


Każdy szuka miejsca wytchnienia, ucieczki od problemów które atakują mózg, zatruwają myśli, nie dawają spokoju, jedni wyjeżdżają na przymusowe wakacje, senatoria leczyć nerwy, lęki, zgryzotę i flustrację, są tacy którzy próbują sami siebe przekonać że wzystko jest Ok jak ; byle co ; wyprowadza z równowagi, azyl, szukanie miejsca odosobnienia, miejsca gdzie człowiek czuję że nabiera sił, odpoczynku, metody której każdy szuka sam. Czytając Izabelę Sowę ; Azyl ; nie tylko przenosimy się do kraju pochłoniętego wojną Serbia - Hercegowina która była , minęła a blizny zostawiła, spotykamy ludzi którzy noszą jażmo przeżyć, wspomnień i pamięci, bohaterka Wiktoria ta niby waleczna, ta niby silna ucieka od męża po to by pomyśleć, na chwilkę poszukać i poukładać myśli, poznaje i zaprzyjaźnia się z osobami które wiele zaczynają dla niej znaczyć, przyjaźń taka wielka a nikła zarazem, znaczy wiele a tak mało, wystarczy że coś, że jakoś, że człowiek potrzebuje wsparcia, rady, pomocy, tej ręki która o trzeciej nad ranem wyciąga z kłopotów a doświadczamy prawdy jedynej...istnieje na prawdę czy tylko w tekstach? ucieka znajdując tymczasowy azyl, wytchnienie a szuka siebie z wieloma pytaniami, co ja tutaj robię, znaczę...

Ja uciekam od ciągłego - mama pitu - mama kupa - mama gdzie jest moja gumka do włosów - nie widziałaś, nie podałabyś, nie zrobiłabyś itp...uciekam do pracy, na maszynę i hałas, w obowiązki gdzie zajęta robotą nie myślę o tym że mały przechodzi kolejny bunt dwulatka , tym razem stanowi ; mur ; ; ścianę ; uparte to, stanowcze, jak nie pasuje to zabawka idzie w ruch jak kredki, nowa zabawa, odkrycie, zdobywanie umiejętności, ściany zaczynają pokrywać się kleksami...na co mi zgrzytanie zębów? wyzywanie, poczekam jak to było z nieletnią i zrobię remont ścian kiedy nadejdzie odpowiednia pora a tak? wstrzymuję oddech...nieletnia miała fascynację, posiadając niespełna trzy lata uwielbiała malować pitoty, meskie genitalia które wygladały jak wytrzeszcz z wielkim nochalem, oczywiście każdego utwierdzałam w przekonaniu że to są ludziki, stworki, potworki, a w duszy śmiałam się nie mal do rozpuku, za to któregoś dnia przeraziłam się niesamowicie oglądając ów obrazki na kartkach ksiażki z biblioteki, kartka po kartce umazana pitotami...odkupiłam bo jak inaczej...potem przyszły ślimaki...dosłownie, lato, słońce, upał a tego stworzenia po krzakach walało się aż miło...nieletnia w swej nadopiekuńczości w stosunku do zwierząt przygarnęła dwa, wsadziła do słoika i ...wyszły...zeżarły dwie pierwsze strony...odkupiłam bo jak inaczej...co innego okna...stare, wypaczone, z zębem czasu , nadgryzione , z dziurami, powyginane...takie były...do puki matka nie zapomniała zabrać ksiażki z parapetu, w nocy przyszedł deszcz...ksiażka słuszyła się długo na kaloryferze wyginając kartki śmiało jak kobieta ciało...odkupiłam...jak inaczej...co innego gdy przyszła wichura, takie okno nie wytrzymało ciśnienia porywu wiatru, otworzyło się powodując że nie tylko nie dostałam zawału a skacząc pod lampionki...cokolwiek to znaczy, zawał przeżyłam wyśmienicie...wracając do tematu...zawsze coś, z dziećmi to nawet odpoczynek przy książce spowity wieczorem powoduje ciągłe odrywanie się od kocyka bo ...ciągle coś chcą, wołają, matka nie tylko gania udając pająka, idzie i drze się ; zjem cię, zjem cię, obedrę ze skóry ; a dzieciaki uciekają w podskokach, krzycząc nie miłosiernie...tańczymy? ale jak , każdą częścią ciała, wszystko ma się ruszać, zumba przy nas to małe piwko przed śniadaniem, matka szaleje, skacze, śpiewa, a dzieciaki próbuja mnie przegonić, pokazać że są lepsze...bajka w wykonaniu czerwonego Kapturka? biedny wilk...inna historia...dwa dni wolne od pracy, poniedziałkowo - wtorkowy weekend i nadrabiamy szaleństwa w spacerach bo? wiosna, wiosna ach to ty...chciałoby się wierzyć ze tak zostanie, przywykniemy do plusowych temperatur a tutaj? biedronki się wygrzewały na konarach drzew, robaki jakieś podejrzane, motyle fruwały...oczopląns? brak snu po nocce, nie wiara w to co się widzi? a jednak cała prawda...potem wiadomo nadrabianie zaległosci w praniu, w rozmowach z dziecmi bo komunikacja rzeczą świętą , im bardziej Pipin zaczyna mielić językiem, tym coraz bardziej go rozumiemy, jaki piekny mamy język Ojczysty...

Azyl, ucieczka od odpowiedzialności, szukanie chwili wytchneinia? zmęczenie czasem sięga zenitu a jednak nie żałuje, nawet kiedy Pipin cały dzień pokazuje furię, panikę, wytrzeszcz z wyciem na czele, kocham tą moją małą republike rodzinną...


photo
Izabela Sowa ; Azyl ;: ... Zdjęcie pochodzi z notki Azyl


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
bozusia 10 lutego 2014 bozusia napisała:

szukając swojego azylu wędruje do ciebie :)


zgłoś
meipu 10 lutego 2014 meipu napisała:

Eh, te malowidła na ścianach, popisane książki ... część codzienności :) Ja już nawet nie wypożyczam. Czekam aż minie ten etap, aż będę ze spokojem mogła powiedzieć, nie wolno - aż usłuchają.


zgłoś
renia123mala 11 lutego 2014 renia123mala napisała:

Ja czekam aż w końcu remont ruszy pokoiku dzieci bo dajcie spokój jaką mam masakrę na ścianach...