luty20

I gdzie ci przyjaciele...

dodano: 20 lutego 2014 przez renia123mala


Wiadomo jak to jest z tym przysłowiem ; Bo przyjaciół poznaje się w biedzie ; znam także ; Aby kogoś poznać trzeba zjeść beczkę soli ; wiadomo że beczka to za mało, można i tak ; pomagając innym dobro wraca do Ciebie ze zdwojoną siłą ; czy jakoś tak...świat skupiony na pomaganiu, gdzie nie spojrzę, co nie przeczytam a walą sloganem między oczy że to nie tylko pozwoli uruchomić empatię, podnieść swoje ego, niski punkt widzenia na wyższe szczeble bycia hojnym, ale przyjaciel jest nie tylko do dawania ( kwestie spędzania czasu przy czymś procentowym pomińmy ), rad ( nie trzeba być ; przyjacielem ; by usłyszeć kilka słów o sobie), wyciągniętą dłonią służącą pomocy ( nie ma co się łudzić że ; przyjaciel ; grubo po północy zaserwuje portfel wypchany stówkami, że w ogóle się dodzwonisz ), przyjaciel to jak siostra brat - płeć wybierz sobie sam/sama, która zrozumie, że nie zazdrości, nie wykorzysta kłótni z chłopem jak w przypadku takiej jednej co to przez długie miesiące wisiała na ramieniu niczym uczepiona rzepa psa ( nie odwrotnie? ), kłótnia kłótnią, kryzys małżeństwa - jaka to normalka, kwestia czasu, a ta niby maślane oczy, pełne zrozumienie, pełna współpraca głaskania po główce, pocieszania a na boku skok w bok z chłopem jakże tym beznadziejnym, schorowanym, tym pantoflem , tym na którego sama tak zęby wieszała...przyjaciółka jak siostra co to zabierze od Ciebie troskę jak w tym przypadku, kłopot bo przecież taki był najgorszy wiec powinna być wdzięczna że rozwód bez orzekania o winie, że dzieci - bez komentarza...co tam łzy...przypomina mi to piosenkę Igora Herbuta

youtu.be/z6jG8LxoeVI

...nie ważne...ponoć przyjaciel to także najlepszy wróg, znasz go od podszewki a jednak nigdy nie wiesz kiedy wykorzysta Twoją naiwność...dlatego ja nie ufam nikomu na dłuższą metę, dlaczego? po co potem mieć do siebie pretensje, śmiać się z własnej naiwności, zadawać sobie kolejne pytania na co mi to było? a wszystko przez to pomaganie, dasz palec i chcą rękę, wulgarnie bez skrupułów patrząc w twarz domagają sie ; jeszcze i jeszcze ; Ja nie jestem bez serca, sorki ale mam jakieś uczucia wyższe a jednak zasady także rzeczą świętą, za pomaganie nie oczekuję pomnika, nie oczekuję wręczenia medalu, słów pochwalnych, ot czysta bezinteresowna pomoc w miarę własnych mozliwości, a mam wrażenie że jesteśmy ( bo Ktosiek tym bardziej to odczuwa ), wykorzystywani, bo skoro raz wyszłaś z incjatywą to dlaczego nie drugi raz, nie trzeci, czwarty i piaty, tak do wyczerpania limitu, cierpliwości, do wyrzygania flaków, do omdlenia i stwierdzenia że coś z nami nie tak...wszystko się zmienia pod kątem kiedy to my potrzebujemy pomocy...przyjaciele jak jeden mąż mają zawsze wytłumaczenie, brak czasu...cierpimy na brak czasu, na przesyt zajęć dlatego kiedy jest w drugą Mańkę ten czas znajduje się i to niekiedy do białego rana? a może poświęcamy czas nie tym osobom którym trzeba, tracimy zapał, energię, światełko nadziei że takowe osoby istnieją co by przyjęły ot tak bezproblemowo , bez znacznika że ; bo my mamy taka proźbę ; i wiem co nastąpi później...jak łatwo takiego przyjaciela urazić, powiedzieć NIE bo nie wypada, bo urażę godność, uczucia, więc jak długo przytakiwać , godzić się na wykorzystywanie , na mydlenie nam oczów, na łykanie kolejnych kłamstw, posuwanie się do beszczelnych taktycznych praktyk...mam znajomych, tak jest bezpieczniej, bez zobowiązań , bez kolejnego ; bo mogę - muszę - zrobię - pójdę - albo mnie ktoś akceptuje albo nie, nie wymuszam na nikim sympatii , jestem jaka jestem, nikomu w dupę nie włażę z butami, nikomu nie obiecuję gruszek na wierzbie, nikogo nie czaruję bo prawda zawsze jak oliwa sprawiedliwa wypłynie i potem to mnie uszy pieką, poliki palą, po co kłamać jaka to ja jestem Matka Teresa - nie jestem, oklęte ze mnie babsko pospolite, matka o nie wyparzonej gębie, nie idealna, która jest jaka jest, trudno jak nikomu nie pasi to ja nie zmuszam, nie ciągnę na siłę bo tak trzeba...ale w jajo to ja się nie dam nabić i moją rodzine, za długo żyję wierzyć w jakieś chore obietnice które palcem po piasku pisane...ech życie...nie czuję zawodu, żal? pewnie ciut tak, bo czy taka przyjaźń istnieje? na pewno, ja tylko mam pecha i ot cała polityka...

Wywiadówka...jak ja nie lubię wywiadówek, chociaż ta różniła sie od innych tym że dzieci dały popis śpiewając piosenki a potem się zaczęło...jako że jestem odpoweidzialna za datki wyznaczone na komunię zajęłam pozycję skarbnika zapełniając torebkę kasiorą, ochrypłam jeszcze bardziej powtarzając formułki te same...na wypociny pani wychowawczyni nie było czasu, miejsca i wolne mi mineło bezpowrotnie na kolejne siedem dni pracy...Okulista i wizyta moja i Kojaki dały wynik że matka patrzałki do czytania mieć musi, córcia pozostaje ze swoimi dioptriami, Pipin? odwiedzi gabinet pana okulistę już w poniedziałek tak dla przypomnienia i kontroli...za to tato szykuje się na operację jaskry i juz ma pietra...

Chrypa ciąg dalszy, to jak film, chorror który zanika i powraca, wiem skutek uboczny alergii ale na boga ja mam głos potrzebny do pracy, do użytku zewnętrzenego...śpiewać...no właśnie ostatnio mnie zastanowiło, natchnęło że ja nie spiewałam ( nie daj Boże ), rok? dłużej? bo jak? więc środa i laryngolog - znowu powtórka z imprezy...oleje mnie i pozbędzie się tabletkami czy dostanę skierowanie do foniatry?

Biegam z Pipinem w koło bloku, słońce, osiem stopni na plusie, łapiemy spaliny w płuca, podglądamy przyrodę, chwasty się odrodziły, dżdżownicę powyłaziły z ziemi, wypełzły na chodnik ku radości najmłodszego, przytargał to to do domu i dawaj ją ściskać, biedaczka skończyła w doniczce z kwiatkiem...

 


photo
Pipin: Co robisz - pytam Szukam glisty - odpowiada syn Zdjęcie pochodzi z notki I gdzie ci przyjaciele...


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Nie ma jeszcze komentarzy - wyraź swoją opinię jako pierwszy