marzec31

Babcine wspomnienia

dodano: 31 marca 2014 przez renia123mala


Babcia zawsze jest kojarzona z bujanym fotelem, koszyczkiem włóczki, drutami, szydełkiem, gorącą herbatą i drożdżowcem, babcia jest wyrozumiała, dobra, nadopiekuńcza to wiadomo, kocha swoje wnusie, dała by im gwiazdkę z nieba ale wiadomo kręgosłup...Ale babcia była też dzieckiem, dziewczynka i na pytanie wnusi co robiłaś, jak żyłaś babcia zaczęła monolog: - To było przed wojną, była wielka bieda za Kurskiem, nie było co jeść zwłaszcza na wiosnę jak kończyły sie ziemniaki, przydział na żyto starczał do pół roku, ziemniaki, marchew  - bogactwa pani domu a w szafkach pustka, ja i rodzeństwo nauczyliśmy sie żyć, biegać, pomagać z pustym żołądkiem, kiedy miałam osiem lat zmarł tato nagle, ot już sie nie obudził i zaczęła sie gehenna, jak było ciężko tak było jeszcze gorzej bo mama musiała wstawać przed 4 rano i iść do Kołchozu gdzie za talerz zupy z brukwi lub z kapusty , za przydział chleba dokładnie pół pracowała na polu do 21 wieczorem, wracała i padała na łóżko nie mając na nic siły. My dziewczynki pomagałyśmy, gotowałyśmy zupy - zupa z lebiody, z cebuli do tego ta połowa bochenka chleba na nas wszystkich i jakoś dzień za dniem...kiedy miałam czternaście lat mama z racji że głowy państwa zabierali dzieci do przymusowej pracy do Kołchozu wysłała mnie do Moskwy 700 kilometrów od domu gdzie mieszkał wujek. Tam po przyjeździe zobaczyłam co to miasto, u nas ciemno, głucho, lampa na naftę tliła sie sporadycznie, na wsi po zmroku - ciemno...a tam? samochody, latarnie, światła, tramwaje, życie zupełnie inne...u wujka przywitali mnie radośnie białym puszystym chlebem, mleczną zupą, ciepłą herbatą , najedzona, wykąpana trafiłam do łóżka, ciepłego, z kołdrą i miękką poduszką...po raz pierwszy zobaczyłam dnia następnego albo ciut później kiedy to oswoiłam sie z domem i wujostwem co to znaczy dzieciństwo. My musieliśmy pracować, pomagać w domu, klepaliśmy biedę, nie było śpiewania piosenek, nie było czasu na pisanie bo jakoś trzeba było zaradzić co do gara wrzucić...a tutaj w parku porośniętymi chaszczami była piaskownica, dzieci i moje kuzynki siedziały klepiąc babki, budowały zamki, trwał w najlepsze w promieniach słońca wesoły rozgardiasz a ja siedziałam na ławeczce i tak mnie w środku ściskało, taki bół, żal że u nas za Kurskiem nie ma co jeść, nie ma co na siebie włożyć, że buty albo za małe albo tak zniszczone że nie da się ich zreperować a tutaj dziewczynki mają okrągłe buzie, bawią sie , nie pracują, tak siedziałam i połykałam łzy kiedy podeszła do mnie Żydówka, żona właściciela piekarni, usiadła i zapytała sie -dlaczego płaczesz? I jej opowiedziałam a ona mi pracę zaproponowała, bawić jej dzieci za 30 rubli, dała mi adres a ja dnia następnego w raz w wujkiem poszłam do niej. Każdego dnia w parku bawiłam sie z jej dziećmi, przebierałam jak lalki, karmiłam, nawet gotowałam obiady, dostawałam pieniążki które co do ostatniego centa wydawałam na paczki żywniościowe dla mamy i rodzeństwa, kasza, cukier, mąka, czasem jakiś słodycz...do piaskownicy przyszła raz kobieta i zaproponowała pracę przy jednym dziecku za 50 rubli , więc z bólem serca pożegnałam sie z tą kobietą i cóż było robić pilnowałam to jedno dziecko . Jednak czas było wracać, mama się ucieszyła i rodzeństwo, musiałam pracować w Kołchozie a jak zaczęła sie wojna tak zaraz wysłali nas dzieci do Niemiec na przymusowe roboty do obozu pracy. Od rana do wieczora robilismy w sadzie, tyle jabłek jedliśmy ile brzuchy pomieściły. Miałam ledwo 15 lat. Tam poznałam Józka który już siedział w obozie od trzech lat, Niemiec nie był zły, a my pracowaliśmy, tęskniliśmy i dorastaliśmy od 1942 roku do końca wojny, do wyzwolenia, wróciłam z Józefem do Polski, tak trafiłam do rodziny jego. W Rosji i za Kurskiem nadal trwała bieda która trwa do dzisiaj...może już nie jedzą lebiody ani zupy z brukwi ale nadal chleb i mleko jest rarytasem. Tamte dzieci nie znały słowa dzieciństwo, nie brały w niej udziału, choroby, brud , robactwo wszystko z czym musiały walczyć i brzuszki puste, oczy i brzuchy wielkie...

Kornela uważnie słuchała opowieści bo jakie to dziwne że ta babcia była kiedyś dziewczynką która miała marzenia, takie niby codzienne, normalne a w tedy? nie osiągalne. Dzisiaj dzieci pragną Xboxy, kłady, a przecież dziś spotyka sie dzieci które przymierają głodem, które nie maja na podstawowe potrzeby...dlatego cały czas tłumaczę co znaczy szacunek do tego co się ma i posiada. Bo niby to nie wiele dla innych ma wartość największą...  


photo
Paskownica: ... Zdjęcie pochodzi z notki Babcine wspomnienia


Dodaj do:


Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Odpowiedzi moga dodawać tylko zalogowani użytkownicy - zaloguj się lub załóż konto


Wasze komentarze

zgłoś
bozusia 31 marca 2014 bozusia napisała:

łzy w oczach mi stanęły, a nasze dzieci narzekają... syn nie rozumie, jak mówię mu, że spanie do 8ej to rarytas